one too much…

Posted in Uncategorized on Lipiec 16, 2011 by templeundarch

dychotomia

Posted in Uncategorized on Marzec 25, 2011 by templeundarch

pasy, światła, ręczny, sprzęgło, wsteczny, kręć do oporu, hamulec, sprzęgło jedynka, kierunkowskaz, kręć, sprzęgło dwójka, trójka … gaz

codzienna mantra powoli coraz mniej uświadomiona

jade na rozklekotanych 4 kółkach – luzuję mentalną smycz

*

Virginia Woolf pisała o własnym pokoju i dochodzie, ja dodaje:

a car

a computer

time … of one’s own

proporcje się mieszają, ale wreszcie to wszystko jest, kolejne „punkty zdobyte”, staram się sobie wybaczyć jeśli trafiają się „stracone” 

puścić w niepamięć

i codziennie dziękować

i prosić, oby tak zostało

wybijają z rytmu szczegóły, nagłe potknięcia w ułożonym zawczasu planie, durne uwagi i brak wyczucia

*

select program

press enter

select calories

press enter

select speed

press enter

run!

i wyłanczam myślenie, mimo tego jak jest dobrze i mimo rozpychającej od środka radości, że się udaje, dopada mnie znów kiedy wsiadam do auta na ciemnym parkingu

a co jeśli …

cienie

strzępki zlepione z filmów, fragmentów książek, snów i starych, znajomych lęków

nikogo tam nie ma,

nic się nie stanie

wszyscy jesteśmy bezpieczni

.

el guincho bombay

Posted in Uncategorized on Styczeń 24, 2011 by templeundarch

straciłam impet.

wyłączam silniki

opadam

ląduję dokładnie w tym samym miejscu co zwykle,

tym razem z pierwszym siwym włosem na głowie.

no dawn, no day… I’m always in this twilight…

Posted in Uncategorized on Styczeń 20, 2011 by templeundarch

wszystkie w kółko powtarzamy sobie i sobie nawzajem, że już za chwile, już za momencik…

„będzie dobrze”

„to minie”

„nie martw się”

to nie są wielkie dramaty.

ot za długo za ciemno, za długo w rozjazdach, za długo to tu, to tam, za szybko, za krótko, nie tak

nie do uciszenia – jeszcze do wytrzymania

*

z okna na youtube wygląda uśmiechnięty chłoptaś

„I’ll write some of  the things you want to release on the sand and the ocean will wash them away”

przykuca i pisze, litery znikają

czuję się jak skończona kretynka, bo w końcu puszczają mi się z oczu łzy

jest tylko ten debilny koleś z okienka

*

po drugiej stronie lustra krwawie

wypadają mi zęby, krew ciecze z nosa roztarta na wargach i podłodze

palce lepkie od krwi

może to taka zmiana, że rok 2011 jest rokiem bez oczekiwanych zmian?

*

dzisiaj znowu wrócę, położę się na mojej połówce łóżka,

po cichu i ostrożnie, na samym skraju
tak, żeby nie trącić zagrzebanego w pościeli ciepłego ciała
bo bardzo chcę trzymać się na dystans

tylko tak właściwie nie wiadomo dla kogo ta kara….

szklana góra

Posted in Uncategorized tagi on Lipiec 5, 2008 by templeundarch

Zyska sławę, królem będzie
Kto na szklaną górę wejdzie.
Kto zdobędzie szczyt w błękicie
Będzie tym, kto jest na szczycie.
Lecz, choć wielu kusi wejście
Jeden tylko ma tam miejsce.
A, że przecież Góra – Szklana,
Więc dla wielu – niewidzialna.
Nawet tym, co na jej zboczach
Szczyt się nie odbija w oczach.
Skóra Góry gładka, śliska,
Diamentowo jest przejrzysta.
I dopiero krew rozlana
Wskaże gdzie jest szklana ściana.
Więc po śladach cudzej krwi
Wiedzie wąski ślad na szczyt.
Ale nie wie nikt wśród żywych
Czy ten szlak, to szlak prawdziwy.
I niejeden całe życie
Nie wie, że już był na szczycie.

———————————–

właściwie nie wiem dlaczego zaczynam od nowa… pretekstem było chyba to, że potrzebowałam dziennika do opisywania moich wypraw „na drugą stronę”

…ale też chyba potrzeba przypomnienia i zatrzymania momentów kiedy jestem bliżej, kiedy wiem, że moje miejsce jest tu i teraz i nie chce nic zmienać, kiedy jestem wdzięczna za to co jest i za ludzi wokół mnie;

…żeby lepiej dawać sobie rade z chwilami kiedy jestem daleko od tego co aktualnie nazywam swoim celem, może po to także, żeby ustalać co tym celem jest, a co jeszcze tak niedawno było.

zobaczymy na jak długo i na ile to miejsce będzie mi potrzebne

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.