no dawn, no day… I’m always in this twilight…
wszystkie w kółko powtarzamy sobie i sobie nawzajem, że już za chwile, już za momencik…
“będzie dobrze”
“to minie”
“nie martw się”
to nie są wielkie dramaty.
ot za długo za ciemno, za długo w rozjazdach, za długo to tu, to tam, za szybko, za krótko, nie tak
nie do uciszenia – jeszcze do wytrzymania
*
z okna na youtube wygląda uśmiechnięty chłoptaś
“I’ll write some of the things you want to release on the sand and the ocean will wash them away”
przykuca i pisze, litery znikają
czuję się jak skończona kretynka, bo w końcu puszczają mi się z oczu łzy
jest tylko ten debilny koleś z okienka
*
po drugiej stronie lustra krwawie
wypadają mi zęby, krew ciecze z nosa roztarta na wargach i podłodze
palce lepkie od krwi
może to taka zmiana, że rok 2011 jest rokiem bez oczekiwanych zmian?
*
dzisiaj znowu wrócę, położę się na mojej połówce łóżka,
po cichu i ostrożnie, na samym skraju
tak, żeby nie trącić zagrzebanego w pościeli ciepłego ciała
bo bardzo chcę trzymać się na dystans
tylko tak właściwie nie wiadomo dla kogo ta kara….